Login with Hive Keychain
Enter your Hive username to sign in securely.
Welcome to HiveComb
HiveComb runs on Hive — an open, decentralized blockchain where your posts, votes, and communities belong to you, not a company. To get started, follow these steps:
Create a Hive account
Set up your free account — it only takes a minute.
Install Hive Keychain
A browser extension that securely signs your transactions — your keys never leave your device.
Refresh & log in
Once Keychain is installed, refresh this page and click Login again.
Need help? Join our Discord and we'll help you get set up.
No account? Create one
Having trouble creating your account? Come to our Discord and we'll get you set up.
No posts found
Try adjusting your filters or wait for the worker to classify more posts.
No posts found
Try adjusting your filters or wait for the worker to classify more posts.
No posts found
Try adjusting your filters or wait for the worker to classify more posts.
Welcome to HiveComb!
Choose your default filters to see the content you care about most.
Languages
Categories
Sentiment
Ostatnio czytałem #213 - "Szwindel" - Jakub Ćwiek
„Szwindel" Jakuba Ćwieka jest jedną z tych książek, po lekturze których czujesz się jak po grze w trzy karty. Zanim odłożysz ją na półkę, siedzisz chwilę w ciszy, bo właśnie dociera do Ciebie, że przez ostatnie dwieście stron dałeś się wciągnąć w dokładnie ten sam mechanizm, który autor opisywał — i robiłeś to z pełną premedytacją i uśmiechem na twarzy.
Streszczenie: Ostatnia wola hochsztaplera
Jak w dobrym kryminale, wszystko zaczyna się od śmierci, ale w tym wypadku nie jest to morderstwo.
W Domu Spokojnej Starości Trzy Dęby w Piasecznie umiera niejaki Ferdynand Górski — na pozór zwykły staruszek, który dokonał żywota w cieniu dębów i instytucjonalnej ciszy. Przed śmiercią zostawia pielęgniarce dyspozycję: odnaleźć syna, Mikołaja Otysia, i wręczyć mu grubą brązową kopertę formatu A4.
I tutaj zaczyna się robić ciekawie.
Bo Ferdynand Górski był wszystkim, tylko nie zwykłym staruszkiem. Pod pseudonimem Houdini przez niemal pół wieku był jednym z najdoskonalszych hochsztaplerów w Polsce — nieuchwytnym, precyzyjnym, legendarnym. Razem ze swoim wspólnikiem, kryjącym się pod pseudonimem Bosco, tworzyli duet, który organy ścigania mogły jedynie podziwiać z bezpiecznej odległości. Ich szwindle to nie były pospolite krętactwa — to były spektakle. Wieloetapowe, dopracowane w najdrobniejszym szczególe operacje: perfekcyjne rozpoznanie ofiary, zbudowanie legendy od zera i finałowy teatrzyk odegrany z jarmarczną, niemal artystyczną brawurą.
Mikołaj Otyś, syn Houdini'ego, dowiaduje się tego wszystkiego z listu pozostawionego przez zmarłego, bo ojciec odszedł od niego i matki dawno temu. Wiadomość od dawno niewidzianego rodzica jest więc zaskoczeniem podwójnym: że ojciec w ogóle o nim pamiętał i go szukał, i że ojciec był... kim był.
W kopercie jest gotowy scenariusz przekrętu. Instrukcja obsługi oszustwa na konkretnego, starannie wybranego „gapa" — tak w branżowym slangu nazywa się ofiarę. Do realizacji planu Mikołaj musi jednak odnaleźć Bosco — żywą legendę, dawnego wspólnika ojca.
Bosco okazuje się być Janem Karwaszem — cenionym aktorem teatralnym i telewizyjnym. Człowiekiem, który na co dzień gra przed kamerami i publicznością, a po godzinach gra przed ofiarami. Nikomu z zewnątrz nie przyszłoby do głowy, że szanowany artysta prowadzi podwójne życie hochsztaplera. Co więcej — nie przyszłoby im to do głowy nawet wtedy, gdyby ktoś im powiedział, bo Karwasz jest zbyt dobry, żeby dać się przyłapać na niespójności.
Karwasz-Bosco, przekonany ostatnią wolą swojego dawnego wspólnika, przystaje na propozycję Mikołaja. Staje na czele grupy i razem ruszają na Zygmunta Jana Gajewskiego — tak zwane „dziecko szczęścia". Człowieka, który w młodości wygrał fortunę w Lotto i od tamtej pory żyje w błogim przeświadczeniu, że los jest po jego stronie. Dobrze sytuowany, naiwny dokładnie tak, jak tego trzeba — idealny gap.
Żeby nie spoilerować całej książki, w tym miejscu postawię kropkę.
Z czym to porównać?
Jeśli przy lekturze „Szwindla" będziecie mieć poczucie, że skądś znacie taką finezyjną formę oszustwa, to nie będziecie w błędzie. W kinie można znaleźć nie jeden film pasujący do tej książki.
Pierwszy do głowy mi przychodzi „Żądło" w reżyserii George'a Roya Hilla ze świetnymi kreacjami Roberta Redforda i Paula Newmana, gdzie szczegółowo dopracowana intryga prowadzi do zemsty. Ocean's Eleven Soderbergha to też oczywiste skojarzenie: elegancki plan, kompetentna drużyna, finałowy twist, który reorganizuje całą narrację. Ale tam, gdzie serwowany jest stylowy hollywoodzkiego gloss, Ćwiek jest bardziej szorstki, bardziej lokalny — bardziej Praga Południe niż Las Vegas. Jego oszuści nie jeżdżą limuzynami. Oni są wśród nas.
W polskim kinie też znajdziemy filmy z wyszukanymi oszustami, chociażby „Vabank" czy „Vinci" — oba w reżyserii Juliusza Machulskiego.
Podsumowanie
Jakub Ćwiek napisał powieść, która działa na dokładnie tej samej zasadzie, co jej temat. Wciąga czytelnika do gry, pokazuje Ci tyle, ile chce — treść pełna jest dystraktorów, które mają za zadanie odciągnięcie Twojej uwagi od głównego szwindlu. Działa tak samo jak naganiacze przy stoliku na Krupówkach, gdzie oszuści wciągają naiwniaków do gry w „trzy kubki".
Ocena: 8/10 — Sięgajcie. I, jak to przy kontakcie z dobrymi oszustami bywa — pilnujcie portfeli.
W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.
Report Misclassification
Why is this post incorrectly classified?
Comments
1 comment