Login with Hive Keychain
Enter your Hive username to sign in securely.
Welcome to HiveComb
HiveComb runs on Hive — an open, decentralized blockchain where your posts, votes, and communities belong to you, not a company. To get started, follow these steps:
Create a Hive account
Set up your free account — it only takes a minute.
Install Hive Keychain
A browser extension that securely signs your transactions — your keys never leave your device.
Refresh & log in
Once Keychain is installed, refresh this page and click Login again.
Need help? Join our Discord and we'll help you get set up.
No account? Create one
Having trouble creating your account? Come to our Discord and we'll get you set up.
No posts found
Try adjusting your filters or wait for the worker to classify more posts.
No posts found
Try adjusting your filters or wait for the worker to classify more posts.
No posts found
Try adjusting your filters or wait for the worker to classify more posts.
Welcome to HiveComb!
Choose your default filters to see the content you care about most.
Languages
Categories
Sentiment
Jeśli nie wiesz, gdzie zmierzasz — każda droga zawiedzie. (krótkie opowiadanie)
Marzec 2026.
Pięćdziesięcioletni grafik komputerowy, Piotr, zobaczył na pulpicie folder o nazwie „_gówno”.
Nic nowego.
W środku było 7 846 plików. 580 MB. Dużo. Ale nie dużo. Nie dla grafika.
Wiedział, że ten folder tam jest. Wiedział, co w nim jest.
Pliki .psd z 2007 roku — kiedy jeszcze pracował w agencji, która robiła tylko banery.
Pliki .fla z czasów, gdy Flash był bogiem internetu.
Pliki .ai z logotypami firm, które już nie istnieją.
Pliki .jpg z renderami, które kiedyś były jego dumą… a teraz patrzył na nie jak na zdjęcia byłej dziewczyny — z czułością i zażenowaniem.
Najstarszy plik w folderze pochodził z 3 listopada 1998.
CorelDRAW.
Nazwa: „projekt_na_zaliczenie.cdr”.
W środku — żółty trójkąt z niebieską obwódką i napis Helveticą: „Kreatywność to wolność”.
Dostał za to 4+.
Piotr siedział teraz w kuchniosalonie. 2:47 w nocy.
Dwa monitory oświetlały jego twarz i pomieszczenie. PC szumiał cichutko. Prawie go nie było słychać — ciszę zakłócał głównie zegar z płynącą sekundą na ścianie. I czasem lodówka.
Myśli Piotra przeskakiwały między półkulami jak niesforne owce.
„Powinienem iść spać… Jeszcze posiedzę.”
„Prokrastynacja to suka"
„Powinienem używać laptopa.”
Może i powinien.
Laptop leżał w szufladzie. Od trzech lat. Wyjmował go tylko od czasu do czasu, żeby naładować i zobaczyć, czy działa. 13-calowy ekran zniechęcał do czegokolwiek poza YouTubem. Piotr myślał, że przyda się na jakieś wyjazdy… czy coś. Ale na wyjazdach telefon był szybciej pod ręką.
Zresztą — Piotr i tak nigdzie nie jeździł.
„Laptop mniej prądu żre… Może jednak?”
Wysiłek potrzebny do wstania i wyjęcia go z szuflady… Nie był tego wart.
Ekrany świeciły mu w twarz bladym światłem Figmy. Dark mode.
Ostatni projekt — okładka do singla rapera, którego nikt nie zna. Nawet Piotr go nie znał. Bo i po co.
Termin minął wczoraj o 23:59.
Otworzył stary folder i kliknął najstarszy plik.
Żółty trójkąt pojawił się na ekranie jak duch.
Piotr patrzył na niego długo.
Potem otworzył nowy dokument.
Nie Figma. Nie Photoshop.
Stary CorelDRAW X6 — ten, co jeszcze nie był w formie subskrypcji. Wciąż go miał zainstalowanego, bo „kiedyś może się przydać”.
Wytyczne były proste.
„To nowy pies na dzielni, stary, będzie o nim zaraz głośno. Na razie mam jego demo ale zaraz mu zrobimy spina na spotifaju. Podobno potrzebna jakaś miniaturka, nie znam się, żeby, no, to w ogóle wrzucić. Nic ci nie sugeruję, tylko wymyśl mu logo i jakąś zajebistą grafikę, będzie git!"
Narysował ten sam żółty trójkąt.
Tę samą niebieską obwódkę. Ten sam napis — tą samą czcionką. Helveticą.
„Jak się ten raper wabi… Koolson? Srulson? Nieważne… Potem znajdę maila od agenta.”
Trójkąt był zbyt idealny. Obwódka też.
A napis pod spodem… Jednak się zmienił:
„To nie jest wolność”.
„Artyści sami powinni wymyślać swoje logo. W końcu są kreatywni...”
„A nie, teraz ich się produkuje. Zaraz AI zastąpi nawet ich.”
Zapisał plik jako „sraper_032026.cdr”.
Do całej okładki jeszcze daleko.
Logo bardziej pasowało do zespołu djentowego. Oni lubią trójkąty. Bardzo kreatywnie do nich podchodzą.
Otworzył LinkedIn.
Nie wiadomo po co.
Ostatni post sprzed jedenastu miesięcy:
„Szukam projektów zdalnych, motion, branding, ilustracja 2D/3D, open to anything”.
Komentarze pod spodem:
„Powodzenia, bracie 🔥”
„Masz zajawkę, na pewno coś wpadnie!”
„DM, pogadamy”.
Nie wpadło nic.
Zamknął LinkedIn.
Otworzył folder Downloads.
Leżała tam paczka: „brush pack grunge retro 90s free”.
Pobrał ją w zeszłym tygodniu, bo „może spróbuję wrócić do korzeni”.
Nie rozpakował.
Zamiast tego zrobił zrzut ekranu żółtego trójkąta z nową sentencją.
Wrzucił go na Instagram.
Bez filtra.
Bez stories.
Bez hasztagów.
Tylko podpis:
„Projekt bez celu
i pierwszy raz mam w dupie, że to do dupy”
Pierwsze dwie godziny — zero lajków.
O 4:12 pierwszy komentarz.
Od dziewczyny, z którą chodził do liceum w 1993. Też z branży.
„Piotr… to jest piękne.
To zdanie. I strasznie smutne.
Ale piękne.”
Potem przyszedł drugi.
Trzeci.
Dwunasty.
Nie były to lajki od agencji, headhunterów ani „brandów”.
Tylko lajki od ludzi, którzy też kiedyś rysowali żółte trójkąty…
„Czy ci ludzie nie śpią po nocach? Chyba są pojebani!"
O 6:03 Piotr wyłączył kompa.
Wstał.
Podszedł do okna.
Na dworze śnieg już stopniał… I zamieniał okolicę w breję.
Nie wiedział, czy jeszcze kiedyś weźmie zlecenie na okładkę.
Nie wiedział, czy zrobi kiedyś portfolio „jak należy”.
Nie wiedział, czy w ogóle chce jeszcze nazywać się grafikiem komputerowym.
Ale…
Dzisiaj rano — nie musiał wiedzieć.
Zrobił kawę.
Usiadł z powrotem.
I narysował kółko.
Tym razem czerwone.
Bez powodu.
Report Misclassification
Why is this post incorrectly classified?
Comments